14 czerwca w Czarnej koło Tarnowa, po raz siódmy, odbyły się biegi charytatywne. Tym razem cały dochód z imprez towarzyszących oraz licznych licytacji przeznaczony był na leczenie Tobiasza. W imprezie uczestniczył reprezentant PTG "Sokół" Rymanów, który startował w marszu nordic walking i wywalczył trzecie miejsce w klasyfikacji OPEN.
O chorobie syna, jego rodzice dowiedzieli się mniej w połowie ciąży, podczas drugiego badania prenatalnego: „Lekarz nie kierował mnie na to badanie… Sama chciałam iść… żeby się uspokoić” – wspomina pani Malwina. Zamiast spokoju był jednak szok i strach: „U dziecka wykryto wadę serca i nerek. Usłyszałam, że nie mam szans na donoszenie ciąży. Miałam dopiero dwadzieścia siedem lat… Nie byłam w grupie ryzyka… W rodzinie nie było żadnych wad genetycznych” – o poważnej chorobie upragnionego dziecka, rodzice dowiedzieli się dokładnie w drugą rocznicę ślubu… „Nerki były w fatalnym stanie. Jedna nie pracowała, a w drugiej wykryto torbiele. Mówili nam, że w ogóle Tobiaszka nie będzie, bo nie da się żyć bez nerek” – rodzice słyszeli, że jeżeli nawet dziecko dotrwa do porodu, to umrze zaraz po przyjściu na świat. Pojawiła się propozycja usunięcia ciąży: „Usłyszeliśmy, że jesteśmy młodzi i możemy mieć jeszcze inne dzieci. Świat nam się zawalił. Nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. To była ciąża planowana, gdy się o niej dowiedziałam to od razu przeszłam na specjalną dietę i sięgnęłam po witaminy z górnej półki” – opowiada ze łzami Malwina Gołąb – „Nie mogliśmy się z tym pogodzić”. Oczekiwanie na narodziny dziecka, na które wszyscy wydali już wyrok – to dla rodziców wyjątkowo trudny i bolesny czas: „Po prostu czekaliśmy na rozwiązanie… Chciałam – brzydko mówiąc – żeby to wszystko już się skończyło…”
Pomimo przerażającej perspektywy – nie zdecydowali się na usunięcie ciąży… I dzisiaj – choć zmagają się ze straszną chorobą – cieszą się z tego, że przywitali synka na świecie. Mama Tobiasza podkreśla, że nie poradziłaby sobie psychicznie, gdyby postąpiła inaczej: „To jest nasze dziecko! A jak go zobaczyłam, to wiedziałam jak bardzo go pragnę!” Gdy po porodzie Tobiasz przebywał jeszcze w szpitalu – jego rodzice zostali poinformowani, że w każdej chwili mogą być wezwani po to, żeby się z nim pożegnać. Kilka takich sytuacji było… ale w końcu nadszedł dzień, w którym ich maluszek osiągnął wyczekiwaną wagę dwóch kilogramów… wtedy rodzice mogli zabrać go do domu – i jest z nimi do dzisiaj.




















